Jestem tym, co jem Jestem tym, co myślę

Alpy, Dolomity, Chorwacja 2018 – moto trip Zdrowej Brzózki – część 1

Alpy, Dolomity, Chorwacja 2018 – moto trip Zdrowej Brzózki – część 1

Wyprawy motocyklowe to pasja, którą zaraził mnie mój mąż. Dzięki dwukołowemu pojazdowi zwiedzamy Europę, przemierzając tysiące kilometrów, spotykając ciekawych ludzi i zwiedzając piękne zakątki. Krążymy przeważnie po terenach bałkańskich oraz Alpach i Dolomitach. W 2018 mieliśmy udać się do Grecji, ale z uwagi na wysokie temperatury i pożary stanęło na znanych nam już alpejskich przełęczach. Zapraszam kochani na trzynaście wspomnień w tej wyprawy.

Z poprzednich opisów wyjazdów motocyklowych (klik, klik, klik) dobrze wiecie, że taka podróż to wyzwanie, zarówno organizacyjne, jak i wytrzymałościowe. Organizacyjne, ponieważ pakowanie w kufry na kilkunastodniową podróż nie jest łatwe, a wytrzymałościowe, bo każdego dnia jesteśmy w innym miejscu, pokonując odcinki kilkuset kilometrów. Droga przynosi różne sytuacje i przygody. Pomimo moich problemów zdrowotnych (CU klik) decyduję się na taką formę turystyki, ponieważ kocham to.

Dodatkową atrakcją podczas naszych wyjazdów jest moja dieta eliminacyjna (klik), którą trzymam od kilku lat nawet w trakcie podróży, aby stan jelit pozwolił mi na zwiedzanie świata właśnie w taki aktywny sposób. W związku z tym nasze kufry muszą pomieścić także turystyczną kuchenkę gazową, talerze, garnki oraz prowiant. Owszem, korzystam także z miejscowych restauracji jeśli jest akurat w menu coś co mogę zjeść. Z roku na rok, z wyprawy na wyprawę jest tych posiłków restauracyjnych coraz więcej 😉

13 wspomnień z Alp, Dolomitów i Chorwacji 2018

  1. Pierwszy dzień to tzw. „dojazdówka” do Bratysławy. Droga przeważnie szybka po autostradach, dlatego męcząca i głośna. Testowaliśmy jazdę w stoperach. O ile ja nie miałam z tym problemu, wręcz czułam ulgę, o tyle mój mąż prowadząc motocykl był trochę zdezorientowany nie słysząc pracy silnika. Po drodze mijaliśmy ładne, słowackie widoki górskie. Nocleg w Bratysławie bardzo przyzwoity. Polecono nam włoską restaurację, w której zjedliśmy obiadokolację. U mnie była to sałatka z grillowanym kurczakiem. Rankiem wyruszyliśmy w kierunku Austrii, a śniadanie zjedliśmy w terenie w takich oto okolicznościach natury 😉

2. Austria zauroczyła nas już dwa lata temu (klik) swoją zielenią, czystością, gościnnością, ciepłem i szczerą sympatią, którą obdarowywali nas napotkani ludzie. Tym razem było identycznie 🙂 Zatrzymaliśmy się w małej miejscowości Ranten na dwie noce, aby przeczekać zapowiadany deszcz w okolicach Grossglockner. Przemiła gospodyni naszego guesthouse, po wysłuchaniu moich zaleceń żywieniowych, bez najmniejszego problemu przygotowała nam pyszne śniadanka. Dobrze, że miałam jeszcze ze sobą mój chlebek jaglano-gryczany (klik). Potem ratowałam się już waflami ryżowymi.

Kościół w miejscowości Ranten. Cicho i głucho, atmosfera idealna na modlitwę.
Alpejskie stajnie, zadbane, ukwiecone.

3. Grossglockner! Wreszcie, nareszcie! Dwa lata temu trafiliśmy na kiepską pogodę, dlatego tym razem woleliśmy przeczekać deszcz, żeby móc podziwiać jego piękno. Jednak wspinając się w górę robiło się coraz chłodniej, chmury gęstniały i pojawił się deszcz… Zatrzymaliśmy się w pierwszej lepszej restauracji, aby się rozgrzać i docieplić dodatkową odzieżą. Gorący bulion wołowy dobrze mi zrobił 🙂 Aż pogoda się poprawiła i wyruszyliśmy dalej. Piękne surowe widoki 🙂 Druga część przełęczy niestety nadal w chmurach, dlatego czujemy niedosyt i na pewno tam wrócimy!

4. Austriackie Alpy i ich piękno przez cały dzień 🙂 Piękne alpejskie wioski zaprowadziły nas do miejscowości Tux, w której nocowaliśmy. Nie był to najlepszy nocleg, ale gospodarz i jego gościnność wynagrodziła nam wszystko, że nie wspomnę o widokach z balkonu! Całe szczęście pizzeria, która była na parterze budynku serwowała także normalne obiady i śniadania. Oczywiście temat mojej diety znowu się pojawił i tutaj również nie było z tym najmniejszego problemu. Przemiły gospodarz na śniadanie zakupił mi pełno produktów mlecznych bez laktozy… Przykro było odmawiać widząc jego jego starania, ale moje jelita nie przyjmują mleka wcale. Wystarczyły mi warzywa, jajka i wafle ryżowe.

5. To miała być jedynie „przejazdówka”, a okazało się, że trasa była zaskakująco piękna, ale tylko z początku… Przejeżdżając nieopodal Innsbrucka, mijaliśmy piękne alpejskie miejscowości, które następnie zamieniły się w włoskie, dłuuuugie tunele. Niektóre miały nawet po 5 km. Szczerze mówiąc, miałam ich już po dziurki w nosie. Dodatkowo nawigacja trochę nas zwodziła. Dzień był męczący, a nie mieliśmy ustalonego miejsca noclegu. W końcu trafiliśmy do miejscowości Aprica, gdzie wylądowaliśmy na kempingu. Niestety kemping był usytuowany przy drodze. Noc nieprzespana, a dodatkowo nad ranem zlał nas deszcz… Rankiem ciężko nam było się zebrać pod płaczącym niebem. Na śniadanie przygotowałam jajecznicę, którą solidnie przesoliłam. Jak nie ma nastroju, to tak właśnie jest. Na szczęście mąż obrócił to wszystko w żart, krzywiąc się podczas jedzenia soli z jajkami :D. Dzięki temu napięcie zeszło i reszta dnia układała się pięknie.

6. Passo Gavia i Passo Stelvio – dwie cudowne włoskie przełęcze. Widoki zapierające dech w piersiach! Sami zobaczcie 🙂 Pomiędzy przełęczami przejeżdżaliśmy przez wiele włoskich miasteczek, w których włoski temperament, aż kipiał. Kierowcy głośni, wąskie, zatłoczone uliczki, klakson za klaksonem. Owszem bardzo piękna, surowa, prosta architektura pocieszała oko, ale jednak zdecydowanie wolimy poruszać się po górskich przełęczach.

JOGA (klik)– zawsze jest dobry czas i miejsce na jogę 🙂

W kolejnym wpisie kolejnych 7 wspomnień z wyprawy… cdn. -> KLIK

Kuknij co dobrego jeszcze na Zdrowej Brzózce 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kamila Bachula - szczęśliwa mężatka, z wykształcenia jest nauczycielem języka angielskiego, ale z zamiłowania tworzy bloga Zdrowa Brzózka, który powstał z potrzeby serca. W 2009 roku weszła do niestety rosnącego w liczbę grona CUdaków za sprawą zdiagnozowanego schorzenia Colitis Ulcerosa (WZJG). Świadomie szukając przyczyny tej choroby autoimmunologicznej odkrywa świat zdrowego żywienia i zrównoważonego stylu życia, czego rezultatem jest blog Zdrowa Brzózka. Kamila kocha jogę i podróże motocyklowe, uwielbia gotować dla siebie i bliskich, ale także lubi wiedzieć co je.