Dom bez chemii Jestem tym, co myślę

Zdrowa Brzózka na Bałkanach 1

Zdrowa Brzózka na Bałkanach  – część 1

Po ostatniej motocyklowej podróży po Alpach i Dolomitach, zatęskniliśmy z mężem za Bałkanami. Nasze pierwsze spotkanie z tym pięknym rejonem Europy tylko rozbudziło nasz apetyt na rewizytę 🙂 Tym bardziej, że podróżując wtedy na motocyklu o bardziej szosowym charakterze, nie mogliśmy wszystkiego zobaczyć z uwagi na mocno offroad’owe drogi, szczególnie w Albanii. Pogoda też robiła nam wtedy psikusy, przez co nie udało się nam w pełni podziwiać piękna niektórych przełęczy. Mówią, że nic nie dzieje się bez przyczyny! Po prostu pisane nam było, aby tam wrócić. W tym roku i motocykl i pogoda dopisały 🙂 .

Całe szczęście, że długopis i kartki nie zajmują dużo miejsca, dlatego bez wahania spakowałam swój rejestracyjny pakiet w podróż, dzięki czemu mogłam na bieżąco notować co ciekawsze informacje. Nie znoszę robić notatek w telefonie zatem to było jedyne rozwiązanie. Niby tylko 13 dni podróży, ale będąc codziennie w innym miejscu wszystko potrafi się nieźle pomieszać 🙂 .

Zanim przejdę do relacji z trasy i pięknych miejsc, które mogliśmy podziwiać, koniecznie muszę wspomnieć o tym jak świetnie, kolejny raz, sprawdziły się moje ulubione, wielofunkcyjne substancje, które znalazły już stałe miejsce w mojej kuchni i łazience. Nie mogło ich zatem zabraknąć w moim podróżnym kufrze motocyklowym! Z pomocą przy pakowaniu przyszły mi małe 100-mililitrowe pojemniczki, które są do kupienia w drogeriach, a w nich znalazły się następujące magiczne substancje:

  • OCET JABŁKOWY, który służył mi jako tonik do mycia twarzy, czy jako substancja do zwilżania bawełnianych chusteczek, dzięki czemu miałam własnej roboty nawilżane chusteczki do różnych zastosowań. Ocet jabłkowy sprawdził się również przy niestrawności, miał zatem zarówno kosmetyczne jak i lecznicze zastosowanie 🙂 . Polecam przeczytać mój wcześniejszy wpis o occie jabłkowym, który znajdziecie tutaj.

ocet-jabłkowy

  • OLEJ KOKOSOWY stał się dla mnie niezbędny. O jego zastosowaniach również przeczytacie na Zdrowej Brzózce tutaj i tutaj. W podróży był moim balsamem do ciała, kremem do opalania i po opalaniu, pastą do zębów, płynem do demakijażu i oczywiście tłuszczem spożywczym do gotowania lub jako dodatek do kawy! O kawie kuloodpornej przeczytacie tutaj 🙂

Olej kokosowy

  • SÓL EPSOM czyli sól magnezowa, której roztwór wodny jest niezastąpiony do łagodzenia nieprzyjemnych objawów przy ugryzieniach przez komary lub osy. Świetnie się też sprawdził do załagodzenia poparzonej skóry po zbyt intensywnym opalaniu, co niestety zdarza się na wczasach. Roztwór soli epsom stosowałam również na zmęczone nogi po trasie. Zawarty w nim magnez przynosił cudowną ulgę zmęczonym i opuchniętym nogom 🙂 .
  • OLEJEK LAWENDOWY, którego zapach uwielbiam i stosuję go często zamiast wody perfumowanej. Olejek ten jest doskonały to odstraszania komarów i innych owadów. Kiedy mieliśmy nocleg w namiocie, zakraplałam go na bawełniany płatek i umieszczałam na siatkowej półeczce u góry, dzięki czemu nic nas nie jadło w nocy, a dodatkowo jego uspakajające właściwości ułatwiały nam zaśnięcie.
  • OLEJEK Z DRZEWA HERBACIANEGO stosowałam przeważnie jako zapach, który również pokochałam. Dodatkowo okazał się bardzo pomocny w celu wysuszenia wyprysków na twarzy, ale też zaskoczył mnie swoim zastosowaniem do wysuszenia opryszczki na ustach! Przy tak intensywnej formie turystyki, mój organizm nieco osłabł przez co pojawiła się opryszczka. Dzięki olejkowi herbacianemu zagoiła się w bardzo szybkim tempie 🙂 .

Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że powyższe produkty pakowałam w osobnych pojemnikach, w zależności od tego czy były przeznaczone do stosowania spożywczego, czy też kosmetycznego, w celu zachowania higieny. Dzięki powyższemu niezbędnikowi podróżniczemu mogłam radykalnie zminimalizować ilość zabranych kosmetyków i substancji leczniczych, co jest konieczne podróżując jednym motocyklem w dwie osoby 🙂 

Moi stali czytelnicy zapewne wiedzą, że już od dłuższego czasu nie stosuję sklepowego szamponu do mycia włosów. Zamiast chemicznych środków używam wywaru z indyjskich orzechów, o czym dokładnie możecie przeczytać tutaj. Jednak podczas podróży nie mogłam sobie na to pozwolić, dlatego musiałam powrócić na ten czas do szamponu kupionego w drogerii. Skóra głowy była bardziej wysuszona po jego zastosowaniu, dlatego starałam się myć włosy dość rzadko 🙂 . Bałam się rozchwiania skóry głowy przez ten czas, ale na szczęście, kiedy tylko powróciłam do mojego wywaru z orzechów, wszystko wróciło do normy.

Pozostałą część relacji z podróży podzielę na cztery części: MIEJSCA, LUDZIE, SMAKI i ZAPACHY, bo to właśnie nasze zmysły odbierając zewnętrzną rzeczywistość pozwalają nam doświadczać życia w pełni. Wzrok, który daje nam możliwość obserwacji i podziwiania pięknych krajobrazów. Słuch, który pozwala nam wysłuchać ciekawej historii nowo poznanej osoby w drodze. Zmysł smaku, odbierający smaki bałkańskich przysmaków oraz zmysł węchu, który subtelnie dopełnia całość naszych wrażeń.

MIEJSCA

Pierwsze dwa dni zleciały nam na dojazd w okolice stolicy Bośni i Hercegowiny. Na autostradach jest zazwyczaj nudno, ale dzięki nim mogliśmy w miarę szybko pokonać te setki kilometrów dzielących nas od zaplanowanych punktów.

Ciekawe widoki zaczęły się już w okolicach Sarajewa. W planach mieliśmy zobaczyć stare obiekty olimpijskie. Miejsca, w których w 1984 tyle się działo, teraz niszczeją, a zamiast użytkowania sportowego, stały się atrakcją turystyczną.

balkany-7

W drodze pomiędzy torami bobslejowymi, a skoczniami narciarskimi natrafiliśmy na piękną panoramę stolicy. Nie przypuszczałam, że to miasto jest tak duże i tak pięknie położone. Przejeżdżając przez jego centrum i obrzeża wzrok najbardziej przyciągały ślady dawnego ostrzału budynków…

Kolejnym punktem na naszej trasie w Bośni i Hercegowinie był Lukomir, czyli urocza, mała wioska, położona nad sporą przepaścią w górach. Sama droga prowadząca do wioski chwyciła mnie za serducho już drugi raz! Warto było tam wrócić i napić się kawy 🙂 .

balkany-13

Do Czarnogóry dojechaliśmy już praktycznie w nocy. Znajomi załatwili nam nocleg niedaleko miejscowości Pluzine na kempingu, który już przy świetle latarni zapowiadał się ciekawie, ale dopiero rankiem pokazał nam swój niezwykły klimat!

Czarnogóra, kolejny raz zachwyciła mnie doliną Pivy 🙂 Tym razem mogłam lepiej podziwiać jej walory, ponieważ pogoda była wręcz wymarzona! Spójrzcie na kolor tej wody!

Dwa lata temu, już w dolinie Pivy mocno się pochmurzyło i musieliśmy ubierać swoją odzież przeciwdeszczową, a przełęcz Durmitoru przejechaliśmy z widocznością na dwa metry. Dlatego w tym roku Durmitor był jednym z naszych głównych celów na trasie i tym razem pogoda nas nie zawiodła! Oj z wielką chęcią wrócę tam wczesnym latem, aby zobaczyć te zapierające dech w piersiach widoki, kiedy trawa jest jeszcze zielona 🙂 .

W tym samym dniu przekroczyliśmy granicę Albanii, a ta z kolei przywitała nas swoją zjawiskową trasą SH20. Dwa lata temu połowa tej drogi była mocno kamienista i bardzo trudna do pokonania. Teraz, kiedy na całej długości jest asfalt, to sama przyjemność! Chociaż zapaleni motocykliści offroad’owi bardzo żałują, że powoli znikają te bardziej wymagające odcinki albańskich dróg. Za sprawą asfaltu, wzrasta ruch samochodowy i dostępność tych miejsc, co dało się wyraźnie odczuć w porównaniu z naszą wizytą sprzed dwóch lat.

balkany-29

balkany-30

balkany-31

Kolejnego dnia zaznaliśmy trochę miejskiego gwaru w Albanii. Szkodra to pięknie położone miasto nad jeziorem, ale to co się dzieje w centrum na ulicach przeszło moje oczekiwania. U nich raczej nie funkcjonuje coś takiego jak kodeks ruchu drogowego 😉 . Ruch odbywa się intuicyjnie i baaaaardzo spontanicznie, a na ulicy można natrafić na przeróżne środki transportu, nawet wózek inwalidzki. Gdyby nie to, że bardzo chciałam wysłać pocztówki do rodziny, to pewnie nie pchalibyśmy się w ten istny chaos.

Ciekawą odskocznią od jazdy motocyklowej była trzygodzinna wycieczka promem z Koman do Fierze. Widoczki już dla mnie znane, ale równie ujmujące 🙂 . Na promie ludzie z całego świata. Zarówno ostatnio, jak i teraz, spotykaliśmy tam Polaków, którzy bardzo polubili chyba ten kraj, bo nie było dnia, żebyśmy nie spotkali ich w drodze.

balkany-33

Następną atrakcją był przejazd doliną Valbone. Nigdy nie zapomnę koloru wody płynącego tam potoku! Jej smaku też nie da się zapomnieć, ani z niczym porównać! W restauracji, w której zatrzymaliśmy się na obiad, częstowali prawdziwą górską wodą. Cudownie orzeźwiająca i taka lekka w smaku 🙂 .

balkany-34

balkany-35

Biel skał z doliny Valbone mocno kontrastuje z miedzianym kolorem ziemi na trasie SH5. Niezwykle kręta droga położona w górach z pięknymi widokami, ale też bardzo stromymi i często niezabezpieczonymi przepaściami. Kierowca musi się tam mocno skupić na drodze, bo wystarczy jeden błąd… Ja na szczęście siedząc z tyłu mogłam spokojnie podziwiać każdą nową perspektywę tych brunatnych, wysokich gór, które odsłaniały coraz to nową panoramę po każdym winklu.

balkany-36

balkany-37

balkany-38

balkany-39

Na kolejny dzień czekałam chyba najbardziej! Udało nam się przemierzyć tego dnia około 30 km wyboistej drogi offroad’owej, biegnącej przez górski las. A droga ta zaprowadziła nas do wioski Theth. To bardzo znany cel motocyklowych wycieczek po Albanii, ale nie wszyscy decydują się tam dojechać właśnie z uwagi na tą trudną drogę dojazdową. Dlatego tym bardziej jestem wdzięczna i zadowolona, że tam dotarliśmy cało i bezpiecznie. Na prawdę warto było się trochę potrudzić, aby to zobaczyć na własne oczy!

Theth to ostatnia przełęcz, którą udało nam się zobaczyć podczas tegorocznej podróży. W planach była również przełęcz Mali Alan na Chorwacji, jednak bardzo silny wiatr skutecznie nam to uniemożliwił. Wiatr był tak mocny, że jego podmuchy spychały nasz motocykl z toru jazdy, a na przystankach musieliśmy trzymać motocykle, aby się nie przewróciły. Ten wiatr niestety sprzyjał też rozchodzeniu się ognia na sporych powierzchniach. Okres letni tego roku był bardzo suchy, czego następstwem były rozległe pożary.

Po intensywnym tygodniu wrażeń i 3.000 przemierzonych kilometrów, zjechaliśmy na Chorwację, aby na wyspie Krk zregenerować swoje siły przed powrotem.

Oprócz przełęczy Mali Alan, nie udało nam się zaglądnąć do Mostaru, ale też musieliśmy zrezygnować z wodospadów Kravica. Tym samym wyklarował się cel na kolejną podróż w przyszłości 🙂 .

CDN. 😀

Kuknij co dobrego jeszcze na Zdrowej Brzózce 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kamila Bachula - szczęśliwa mężatka, z wykształcenia jest nauczycielem języka angielskiego, ale z zamiłowania tworzy bloga Zdrowa Brzózka, który powstał z potrzeby serca. W 2009 roku weszła do niestety rosnącego w liczbę grona CUdaków za sprawą zdiagnozowanego schorzenia Colitis Ulcerosa (WZJG). Świadomie szukając przyczyny tej choroby autoimmunologicznej odkrywa świat zdrowego żywienia i zrównoważonego stylu życia, czego rezultatem jest blog Zdrowa Brzózka. Kamila kocha jogę i podróże motocyklowe, uwielbia gotować dla siebie i bliskich, ale także lubi wiedzieć co je.